Mezoterapia igłowa polega na podaniu preparatu wprost w skórę cienką igłą. Wyjaśniam, dla kogo się sprawdza i czym różni się od mikronakłuwania.
Mezoterapia igłowa to jeden z tych zabiegów, które są z nami od lat, a mimo to wciąż bywają źle rozumiane. Często wrzuca się ją do jednego worka z mikronakłuwaniem, bo przecież „tu igła i tu igła". Tymczasem cel tych zabiegów jest zupełnie inny. W mezoterapii igłowej najważniejsze jest dla mnie nie samo nakłuwanie skóry, tylko preparat, który dzięki iniekcji mogę podać bezpośrednio w odpowiednią jej warstwę. I właśnie dlatego bardzo lubię ten zabieg.
W dużym uproszczeniu mezoterapia igłowa to metoda polegająca na podawaniu niewielkich ilości odpowiednio dobranego preparatu bezpośrednio do skóry za pomocą cienkiej igły. Zamiast nakładać substancję aktywną na powierzchnię skóry i liczyć na to, ile uda jej się przeniknąć przez barierę naskórkową, mogę umieścić ją dokładnie tam, gdzie chcę. W zależności od preparatu może to być nieusieciowany kwas hialuronowy, aminokwasy, peptydy, polinukleotydy, witaminy, antyoksydanty czy składniki wspierające regenerację i poprawę jakości skóry. I tutaj zaczyna się najważniejsza część całego zabiegu: dobór preparatu do konkretnej skóry i konkretnego problemu. Nie istnieje jeden „koktajl do mezoterapii", który będzie odpowiedni dla każdej skóry.
Najczęściej sięgam po mezoterapię igłową wtedy, kiedy skóra potrzebuje przede wszystkim poprawy swojej jakości. Sprawdza się przy skórze odwodnionej, suchej i pozbawionej komfortu, zmęczonej i pozbawionej blasku, z pierwszymi oznakami starzenia, o pogarszającej się elastyczności, wymagającej regeneracji oraz z drobnymi zmarszczkami wynikającymi między innymi z odwodnienia i pogorszenia jakości skóry. Zabieg można wykonywać nie tylko na twarzy — w zależności od wskazań pracuję również na szyi, dekolcie czy dłoniach. Ważne jest jednak, że mezoterapia nie jest zabiegiem „na wszystko". Jeżeli problemem jest mocna wiotkość, głębokie zmarszczki, utrata objętości czy zaawansowane przebarwienia, sama mezoterapia może nie wystarczyć. Wtedy ważniejsze od kolejnego pojedynczego zabiegu jest ułożenie całego planu terapii.
To rozróżnienie jest dla mnie bardzo ważne: w zabiegach mikronakłuwania kontrolowane mikrouszkodzenie skóry samo w sobie jest istotnym elementem terapii, bo pobudza naturalne procesy naprawcze. W mezoterapii igłowej patrzę na to inaczej — nakłucie jest przede wszystkim drogą podania preparatu. Oczywiście każde wkłucie jest dla skóry pewnym bodźcem, ale nie wykonuję mezoterapii po to, żeby jak najbardziej ponakłuwać skórę. Jeżeli chcę wykorzystać przede wszystkim potencjał kontrolowanego mikrouszkodzenia, wybieram zabieg do tego przeznaczony. Jeżeli wybieram mezoterapię igłową, chcę przede wszystkim dostarczyć skórze konkretną substancję w konkretnym celu.
Nie każda mezoterapia wygląda tak samo — preparaty można podawać różnymi technikami, a wybór zależy między innymi od okolicy, właściwości produktu, zaleceń producenta i celu zabiegu. Technika nappage to seria bardzo licznych, płytkich wkłuć wykonywanych szybko i blisko siebie, która pozwala opracować większą powierzchnię skóry. W technice grudkowej preparat podawany jest powierzchownie śródskórnie, a bezpośrednio po zabiegu mogą być widoczne charakterystyczne małe grudki, które stopniowo znikają w miarę rozchodzenia się preparatu w tkance. Technika punkt po punkcie pozwala świadomie zdecydować, gdzie zostawić konkretną ilość produktu. Osobiście najczęściej sięgam po technikę depozytową — w wybranych miejscach zostawiam określony depozyt preparatu, zamiast wykonywać bardzo dużą liczbę drobnych wkłuć tylko dla samego nakłuwania. W mezoterapii igłowej najważniejszy jest dla mnie bowiem sam preparat: jego skład, jakość, ilość, miejsce podania i przede wszystkim powód, dla którego wybieram akurat ten produkt do konkretnej skóry. Nie chodzi o to, żeby zrobić jak najwięcej nakłuć, tylko o to, żeby zabieg miał sens.
Bardzo często klientki kojarzą dobry zabieg z dużą liczbą wkłuć — im więcej igły, tym mocniejszy zabieg. To nie zawsze prawda. W mezoterapii igłowej patrzę przede wszystkim na ilość i sposób rozmieszczenia właściwego preparatu, dlatego w wielu przypadkach wolę pracować depozytowo. Pozwala mi to świadomie rozplanować produkt na obszarze zabiegowym i wykorzystać to, po co właściwie wykonujemy mezoterapię — możliwość bezpośredniego podania substancji aktywnych do skóry. Nie oznacza to, że jedna technika jest zawsze najlepsza — dobieram ją do produktu, skóry i celu terapii, ale moje podejście jest proste: w mezoterapii preparat ma znaczenie większe niż liczba nakłuć.
To, czy lepszy będzie pojedynczy zabieg czy seria, również zależy od tego, czego oczekujemy. Pojedyncza mezoterapia może być dobrym zabiegiem odświeżającym i nawilżającym, ale jeżeli pracujemy nad jakością skóry długofalowo, zazwyczaj lepsze efekty daje odpowiednio zaplanowana terapia. Nie jestem jednak zwolenniczką wykonywania serii z automatu — najpierw patrzę na skórę, potem określam cel, dobieram produkt i dopiero wtedy decyduję, ile zabiegów rzeczywiście ma sens.
Warto też wiedzieć, że po mezoterapii mogą pojawić się ślady — i lepiej powiedzieć o tym przed zabiegiem, a nie po nim. Bezpośrednio po zabiegu możliwe jest zaczerwienienie, niewielki obrzęk, ślady po wkłuciach, drobne siniaczki i widoczne depozyty preparatu, które w zależności od użytego produktu i techniki stopniowo ustępują. To zabieg iniekcyjny, dlatego nie planuję go dzień przed ważnym wyjściem, licząc na to, że skóra godzinę później będzie wyglądała dokładnie tak jak wcześniej.
Mezoterapia igłowa, jak każdy zabieg iniekcyjny, ma swoje przeciwwskazania, dlatego przed jej wykonaniem zawsze przeprowadzam wywiad i oceniam skórę. Znaczenie ma też to, co dokładnie będziemy podawać, bo przeciwwskazania mogą wynikać nie tylko z samej techniki iniekcji, ale i ze składu konkretnego preparatu. Dlatego nie dobieram mezoterapii według zasady „koleżanka miała ten preparat i było super" — skóra koleżanki nie jest tą samą skórą.
W moim gabinecie w Osielsku pod Bydgoszczą mezoterapia igłowa nie jest zabiegiem polegającym na przypadkowym ostrzykiwaniu skóry „koktajlem witaminowym". To przede wszystkim świadome podanie dobrze dobranego preparatu dokładnie tam, gdzie chcę wykorzystać jego działanie. Dlatego przed zabiegiem najważniejsze pytanie nie brzmi „ile będzie wkłuć", tylko czego naprawdę potrzebuje dana skóra i co warto jej podać. Dobrze zaplanowana kosmetologia nie polega na wykonywaniu jak największej liczby zabiegów, tylko tych właściwych — i o tym zawsze chętnie porozmawiam na konsultacji.
mgr Katarzyna Gwizdal, kosmetolog, Skin Laser